Czterysta szóstoklasistów. Zapytałem ich, co jest dla nich ważne. Nie dlatego, że sądziłem, że nie mają wartości wręcz przeciwnie. Zapytałem, bo nikt wcześniej nie zapytał.
Odpowiedzi: rodzina, przyjaciele jasne, spodziewane. Ale zaraz obok: granie, pieniądze, popularność, kariera.
I tu zaczyna się prawdziwa rozmowa, nie ta, którą kończymy po pierwszej, wygodnej odpowiedzi.
Bo kiedy dociskam pytaniami o konkretne wybory, o to, co faktycznie robią, a nie co deklarują dopiero wtedy widać, gdzie naprawdę stoją.
Wartości nie są punktem, do którego się dochodzi. Są kierunkiem, w którym się idzie, i nigdy do końca się nie dochodzi.
To nie metafora na potrzeby wywiadu to jest dokładnie to, czego uczę na warsztatach.
Dziecko rodzi się z pewnym pakietem startowym relacje, bezpieczeństwo a potem całe życie się z tym pakietem mierzy.
Rodzice chcieliby, żeby dorastające dziecko było grzeczne. Rozumiem to.
Ale to zdanie powinno rodziców niepokoić, nie uspokajać.
Grzeczność bywa zdrowa. Bywa też maską na autentyczność, którą ktoś dawno temu nauczył się chować, bo była za droga w utrzymaniu.
Granice, tak, potrzebne. Ale nie te, które tylko ograniczają.
Te, które biorą się z troski. Bez nich młody człowiek i tak w końcu na granicę trafi tylko że sam ją sobie wyznaczy, często przez coś, co go zniszczy, zanim zrozumie, co się stało.
Jest jeszcze jedno patriotyzm wśród chłopaków.
Temat, o którym boją się mówić głośno, bo ktoś im powiedział, że to niemodne albo podejrzane.
A to też jest wartość. Tylko nikt z nimi o tym nie rozmawia.
Cały wywiad o tym, dlaczego dorośli wolą, żeby dzieci milczały o tym, co dla nich ważne, i co się z tego milczenia rodzi w „Zwierciadle”.
