[Wiem, że nie ufasz już sobie. Zupełnie inny chcesz być. Serce dyryguje twym krokiem. Do domu, który znikł.]

Słowo na niedzielę czyli historie uczenia się na własnym ciele i poza nim.

Gdyby ten rok szkolny był wystawiony na Allegro, recenzje byłyby podzielone. Część mnie napisałaby:

„Ekstremalne wrażenia. Polecam.” vs. „Za dużo pętli. Zabrakło bezpieczeństwa na zakrętach.”

I obie miałyby rację.

➡️ Pierwszy przystanek.

Wróciłem troszkę do warsztatów pełen ognia, który bardziej grzeje niż wypala. Pełen „dam radów”. Pełen zachowań, które już znacie, ale na mniejszą skalę. Przecież umiem brać na siebie jeszcze jedną rzecz.

Na szczęście w grudniu ciało zrobiło to, co zawsze robi, kiedy się go nie słucha. #SerceNieNegocjuje. #EKGNieKłamie.

„No przecież się nie zesram” – powiedział umysł. Sytuacja była względnie opanowana. A potem, zupełnie niepostrzeżenie, chciały wrócić stare schematy. Ale w tym roku pojawił się jeszcze jeden gracz: remont domu i ogród. I „to jest mój kawałek podłogi, nie mówcie mi więc co mam robić”.

Bo wiecie, co jest zabawne?

Że umysł, który całymi dniami tłumaczy klientom, że ciało wie lepiej, sam siebie próbował przekonać, że kafelki w łazience są ważniejsze niż wizyta u lekarza. Ogród też nie pytał, czy mam czas. Ogród po prostu rósł, a nawet zarastał. A ja pewnie kosiłbym go z latarką w zębach, powtarzając pod nosem: „Jeszcze tylko to…” A potem leżał i liczył nie owce, tylko ilość uderzeń na sekundę serduszka barana. Gdyby nie dwa głosy rozsądku.

➡️ Drugi przystanek, Zabierzów.

Mój „Kurs na Wartości” i Punkt Informacyjno-Konsultacyjny dają radę. Współpraca ze specjalistkami i specjalistami ze szkół była w tym roku jedną z tych rzeczy, które przypominają mi, dlaczego wciąż to robię. Poza tym, że dla banku spółdzielczego… To przede wszystkim dlatego, że szkolenie z ludźmi, którzy naprawdę chcą lepiej rozumieć dzieci, po prostu samo się broni. Zwłaszcza kiedy łączymy techniki dramowe z kontekstualnym behawioryzmem.

W sierpniu wracamy z bezpłatnymi konsultacjami dla mieszkańców gminy Zabierzów – rodziców nastolatek i nastolatków, samych nastolatków oraz osób pracujących z nimi. 🫶 Szczegóły wkrótce.

➡️ Trzeci przystanek albo ps. do pierwszego.

Świadomie zawężam pracę trenerską do Warszawy i północno-zachodniej części powiatu krakowskiego. Jeśli ktoś planuje mnie jakiejś szkole polecić to dziękuję, postoję (przy stałych klientach).

Terapia w gabinecie. Zabierzów. Owszem, mam jeszcze dwa/trzy miejsca, więc śmiało.

Ale trenersko – podziękuję.

Nie dlatego, że w dupie mi się przewraca, tylko dlatego, że… Odkryłem, że robienie rano dwóch kaw i jednej herbaty zakotwicza mnie w życiu zdecydowanie skuteczniej niż kolejne tysiące kilometrów. Dużo bardziej niż mówienie „tak” wszystkim kierunkom na mapie. I chyba właśnie dzięki temu, że trochę zwolniłem, zacząłem jeszcze wyraźniej widzieć to, co od jakiegoś czasu jest przede mną i czego chcę.

I tu mógłbym skończyć, ale opublikuję coś, co wywaliłem z publikacji… czyli, że najgorsze przed nami. 🏴‍☠️

➡️ Czwarty przystanek.

„Rodzice znów bawią się suto i wszystko im miesza się grubo jak Kaczor Pluto. Przez ścianę słyszę imprezę, potem ciszę i leżę, i czekam aż wrócą. I tyle ze wspomnień z dzieciństwa mam. Filtr tak autoimmunologiczny na świństwa różne.”

I chyba właśnie to mnie trzęsie najbardziej. Nie dlatego, że dzieci cierpią, to widzę w gabinecie, szkołach… tylko to, że ludźmi, którzy naprawdę mogliby coś zmienić, są często ci „dorośli”, którzy bawią się w chowanego od kilku_nastu lat i swoim zachowaniem kiedyś ten świat dziecka połamali.

Terapia może być przystankiem.

Terapeuta może być tłumaczem albo świadkiem.

Ale domu nie zrobi z gabinetu.

Czasem siedzę naprzeciwko czternastolatka, który tłumaczy mi mechanizmy obronne swoich rodziców lepiej, niż ja tłumaczyłbym je na superwizji. I wtedy myślę: kto tu właściwie kogo powinien uczyć regulacji emocji? Albo że za kilka lat następny terapeuta zapyta niczym budowlaniec: „Kto to panu tak spierdoliU?”

„Dzieci malarzy cokolwiek się zdarzy

Umiemy chleb bez masła jeść

Dzieci malarzy są poza obrazem

Szare pejzaże dzień za dniem

Dzieci malarzy cokolwiek się zdarzy

Umiemy chleb bez masła jeść

Dzieci malarzy są poza obrazem

Szare pejzaże dzień za dniem”

A skoro najgorsze miało być przed nami, a Dzień Ojca już minął, choć resztki kubeczków, kufli, koszulek wciąż widać na sklepowych półkach, to rzecz o pozach ojców będzie dobrym tematem na zakończenie.

Mam taką myśl, panowie. Sam fakt zostania biologicznym ojcem nie jest jeszcze powodem do świętowania dnia ojca. „Zrobię dla niego albo dla niej wszystko.”

Wszystko.

Poza tym, że wezmę odpowiedzialność.

Poza tym, że będę dorosłym.

Poza tym że będę.

To nie ojcostwo.

To poza.

A świętowanie dnia ojca, kiedy frekwencja w życiu dziecka spada do kilku procent i zaczyna przypominać zabawę w chowanego… to już totalnie poza.

Poza zasięgiem.

A prawdziwe ojcostwo to nie pozy. To zmywanie. Ubieranie. Dowiezienie do szkoły. Nieprzespane noce. Przepraszanie, kiedy wydrzesz mordę bez powodu. A przede wszystkim bycie. Nie tylko przy ważnych momentach. Nie tylko na urodzinach. Nie tylko na pogrzebie. Ale przy nudnych poniedziałkach. Przy łzach. Przy pierwszych przekleństwach. Przy trzaskaniu drzwiami. Przy dojrzewaniu. Przy całej tej codzienności.

Nie ->

poza nią.

I później taki nieobecny typ jeden z drugim robi wielkie oczy, gdy zderza się z zasadą:

„Gówno z siebie dajesz, to do ciebie wraca.”

W pewnym wieku zwalanie swojej nieobecności i braku odpowiedzialności na trudne dzieciństwo albo bolesne doświadczenia z lat 80. czy 90. przestaje być dla mnie argumentem.

Słyszę, że tak masz.

Natomiast odpowiedzialność za to, co zrobisz z tym dalej, zawsze należy już do dorosłego.

Cytując mojego klienta (za jego zgodą):

Szacunek za szacunek i chuj – można? można.

Jako pedagog z przekonania wiem jedno. Dziecko nie potrzebuje ojca, który pojawia się raz w roku z prezentem kupionym po drodze na stacji benzynowej. Potrzebuje kogoś, kto pamięta, że boi się burzy. Że nie lubi szparagów. Że wczoraj pokłóciło się z najlepszym ziomeczkiem. Że w nocy miało koszmar.

Tak wygląda obecność. Tylko tyle i aż tyle.

Kropka.

Wakacji wartych przeżycia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *