Podobno „Człowiek uczy się kochać wzniesione dookoła niego zagrody.” Z czasem widzę, że część moich „zagród”, które miały chronić, dzisiaj może zostać otwarta.
Te same ręce, które dzisiaj robią mi kawę i piszą ten tekst. Potrzebują tylko przypomnienia, po co je stawiały.
Gdybym wiedział to, co wiem (o kawie):
Kilkanaście lat, setki godzin terapii, superwizji i całe morze kawy nauczyły mnie że chce żyć tak, jakby jutro miało nie być kawy.
Ziarna (wartości). Zastanawiam się kto je mi podal, po co po nie sięgam? Ziarna bez kontekstu są jak aromatyzowana kawa: może i ciekawie pachną, uwodzą, ale to tylko sztuczny aromat.
Młynek i ciśnienie są jak zaangażowane działanie. Każdy nacisk rodzi opór. Ustawiam grubość mielenia pod to, co naprawdę chcę zaparzyć.
Zbyt drobno – zapcham ekspres.
Zbyt grubo – będzie lura.
Relacja wody z kawą (i nie tylko) decyduje o smaku wszystkiego.
Twarda osadzi kamień na grzałce czy tam sercu. Miękka pomoże wypełnić cały dom rano zapachem kawy.
Temperatura, czyli palenie i parzenie.
Gdy będzie za zimno nic się nie wydarzy .
Zrobię za gorąco – spalę kawę.
Uważność to termometr, czułość chłodzi ucho filiżanki; łatwiej wtedy utrzymać ciepło i nie poparzyć tego, co ważne.
Crema. Ulotna warstwa, która najlepiej, gdy sama za siebie mówi: „było warto”.
PS. Co mnie zbliża do życia wartego przeżycia i kaw wartych wypicia:
Świadomość ostatniej kawy. Czas jest ograniczony, bardziej niż miejsce na odpoczynek w kalendarzu pracoholika.
Kawa smakuje lepiej z wyłączonym telefonem. Cisza w połączeniu z kawą może być jak kintsugi.
Z końcami kawy i świata spotykaliśmy się parę razy. Nadal uważam, że są jak kiepski fryzjer – koncertowo psują ludziom końcówki i jak dyslektyk, czasami nie wiedzą, kiedy postawić przecinek, a kiedy kropkę.
Ja też nie zawsze wiem
Dlatego zamiast stawiać kropki, częściej stawiam filiżanki i znaki zapytania:
Skąd wiesz, że żyjesz?
Jak smakuje Twoje życie?
Co cię zbliża do smaku, którego szukasz, a co od niego oddala?
C.D.N. ![]()
